Uwielbiam remonty, szczególnie wtedy kiedy już się skończą… Ale nasz się nie skończy, nie ma opcji! Od kilku dni robimy ciągle i ciągle to samo. Kładziemy gładź, żeby chwilę później zdjąć wraz z kolejną warstwą odpryskującej farby, która już wydawała się nie drgnąć. Co jakiś czas znajdujemy też niespodzianki takie jak niesprawna kratka wentylacyjna, powód był bardzo prozaiczny- była zatkana szmatami.

A dół to dopiero początek. Nie wiem kiedy i czy w ogóle zrobimy górę, bo pewnie skończy się kasa.

To chyba kryzys… Jutro będzie lepiej.

Tak zaczęłam wpis 2 dni temu ale  go nie opublikowałam. Teraz jest mało aktualny, jak dla mnie na najbliższe tygodnie remont się skończył, skończył wraz z upadkiem z krzesłem kiedy kończyłam kłaść ostatnio warstwę gładzi. Całą noc spędziliśmy na SORze i gdyby nie kroplówka z ketonalem to chyba bym tam zwariowała. Naprawdę nie mam nic do zarzucenie opiece, bo wszyscy lekarze byli bardzo mili i pomocni, ale spędzenie 10 godzin czekając na 2 minutową konsultację neurologiczną to jednak porażka systemu.

Kroplówka już dawno przestała działać a kość ogonowa boli jak nie wiem co. O!